Forever young...
środa, 27 lutego 2013
Harry PART 3 ( ostatni)
Ty: No oprócz tego, że piliśmy PICOLO to nic szczególnego.
Dostałaś sms'a od Harrego.
H: Zmiana planów. Spotkajmy się jutro w ZOO, przy fokach w samo południe.
Z samego rana zaczęłaś się szykować. O 11:30 wyszłaś do ZOO.
Kupiłaś bilet i skierowałaś się pod foki.
Nie wierzyłaś własnym oczom, Harry całuje sięz Tay... Podszedłaś do nich.
Ty: To jest ta niespodzianka?!
H: Yyy, [t.i] co ty tu...
Ty: Z nami koniec!
H: Ale proszę wysłuchaj...
Pobiegłaś do hotelu, nie było dziewczyn, więc wzięłaś żyletkę- dobrą przyjaciółkę.
Już miałaś się ciąć gdy do pokoju wpadł Harry.
H: [t.i] nie rób tego, proszę...
Ty: Nie będziesz mi mówił co mam robić!
H: To w ZOO, to nie było tak... Taylor zabrała mi telefon wysłała Ci esa, a na następny dzień poszliśmy do ZOO... wtedy ona zaczęła mnie całować. Proszę uwierz mi...
Ty: Harry, no dobrze,...
W tej chwili budynek się zawalił. Ujżałaś ciemność, pamiętałaś tylko, że trzymasz loczka za rękę...
Słyszałaś szmery, lecz nie mogłaś się obudzić. Szmery zamieniały się w wyraźne głosy. Tak teraz już wiesz czyje głosy, to głosy twoich przyjaciół, ale coś ci się nie zgadza, nie ma tego aksamitnego głosu lokersa. Bałaś się, panicznie się bałaś o zielonookiego. Chciałaś otworzyć oczy, lecz nie mogłaś. Wsłuchałaś się w rozmowę przyjaciół z lekarzem:
Em: Jest jakaś szansa, że się wybudzi?
Lekarz:Jest, ale tylko 50%.
Endżi: Pozostaje nam czekać...
Poczułaś czyjąś rękę na policzku. Rękę Zayna...
Z: Będzie dobrze, wybudzisz się, wiem, że mnie słyszysz, musisz tylko uwierzyć.
Wszyscy się rozeszli, oprócz twoich przyjaciółek...
Trochę rozmawiały, a później chyba zasnęły.
Otworzyłaś oczy. Rozejżałaś się po sali, lokersa nie było. Przebudziła się Em.
Em: Jezu, Endżi! [t.i] się przebudziła!
Ty: Gdzie Harry?
Em: Tylko spokojnie...
Ty: Gdzie jest Harry do cholery?!!!!
Em: On, jego ciało... Nie odnaleźli go.
Ty:J-jjj-jak to?
Em:Przykro mi...
Ty: NIE, TO NIE PRAWDA HARRY ŻYJE!
Rozpłakałaś się.
Lekarz: Dobrze, że się pani obudziła. Jutro pani będzie mogła wyjść.
Nadeszło jutro.
Wyszłaś ze szpitala, pojechałaś na miejsce wypadku.
To już nie był ten ekskluzywny hotel. Sterta gruzu. U boku stała tablica z Iminami i nazwiskami zaginionych. Nie było na niej Stylesa.
Ty: Przepraszam, chciałam zgłosić jeszcze jednego zaginionego.
Policjant: Tak?
Ty: Nazywa się Harry Styles. Loczek z pięknymi zielonymi oczami i dołeczkami w ustach.
Pociekła Ci łza...
Policjant: Pojedzie pani z nami.
Ty: Dokąd?
Policjant: Musi pani pojechać na rozpoznanie ciała.
Ty: O nie, nie nie...
Policjant: To dla pani dobra.
Ty: No w sumie pomoże mi to w odnalezieniu przyjaciela....
Na miejscu odrazu poszliście na salę. Było tam zimno.
No i najważniejszy moment. Pracownik kostnicy otworzył szufladę i czarny worek.
Był to Lokers, ale nie ten ponieważ miał czarne oczy.
Cieszyłaś się, a za razem płakałaś, bo widok był masakryczny.
Ty: To nie on. To nie Harry.
Policjant: No cóż żadnych chłopaków nie mamy podobnych.
Ty: To dobrze. To wszystko chyba?
Policjant: Tak oczywiście. Odprowadzę panią.
Po wyjściu poszłaś pod fontanne gdzie się umówiliście pierwszy raz. Jakimś cudem wibiła równo 12. Ktoś siedział przy fontanie. Był w kapturze. Co chwila nerwowo gdzieś wydzwaniał.
Podeszłaś do niego.
Ty: Przepraszam mogę skożystać z telefonu? Muszę zadzwonić.
Chłopak: Tak oczywiście.
Miał dziwnie znajomy lecz zachrypnięty głos.
Podając telefon, zauważyłaś rany na jego ciele. Spojrzałaś na twarz, chłopak miał bujne włosy.
Zauważyłaś na łańcuszku znajomą ci rzecz. To była żyletka.
Ty: Skąd ją masz?
Chłopak: To pamiątka po mojej dziewczynie...
Ty: A co się z nią stało?
Chłopak: Nie wiem, buden się zawalił.
Ty: To nie może być prawda...
Chłopak: No niestety to jest prawda. Przed chwilą wybiłą 12, w tym miejscu się pierwszy raz umuwiliśmy...
Ty: To nie możliwe... Harry to ja.
Chłopak szybko spojrzał na ciebie. To był Harry.
H: Boże ty żyjesz! Wiedziałem, że cię odnajdę.
Ty: Harry błagam nie opuszczaj mnie więcej.
H: Oczywiście, że cię nie zostawię.
Ty: Kocham cię.
H: Ja ciebie też. Zostaniesz moją żoną?
Wyciągnął brylantowy pierścionek.
Ty: Skąd ty go wziąłeś? Dobra nie ważne... Oczywiście, że tak głuptasku kochany.
Zadzwoniliście do Endżi poinformować, że Harry żyje.
Tydzień później wzięliście ślub.
poniedziałek, 4 lutego 2013
Harry Part 2
Zaczęliście chlapać na siebie.
Ty: No to teraz pójdę mokra do hotelu...
H:Nie! Nie pozwolę aby taka cudowna osoba się przeziębiła!
Wyciągnął z plecaka koc. Był duży, różowy w gwiazdki i ślicznie pachniał.
Ty:Czy ty myślisz, że będę chodziła z takim kocem po ulicy?
H: Dokładnie! A teraz Zarzuć go na siebie i idziemy.
Zrobiłaś tak, jak powiedział Loczek. Gdy byliście w pokoju hotelowym Harold stwierdził, iż śmierdzisz i musisz się wykąpać, tak też zrobiłaś.
Brałaś odprężającą kąpiel, gdy nagle Hazza wpadł do łazienki.
Ty:Co ty tu robisz?!
H: Zapomniałem plecaka. O tu jest!
Już miał wychodzić, lecz zatrzymał się przy drzwiach.
H: Sexi ciałko ślicznotko.
Ty: Zboczuch!
Wyszłaś z wanny, założyłaś szlafrok i udałaś się w stronę łóżka. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie Lokers, który nęcił kuszącym winem.
Ty: Ale ja nie piję.
H: No to wypijemy....PICOLO!!!
Ty: Ty dzieciaczku...
H: Zatańczysz?
Poruszał tak pięknie brwiami, że się zgodziłaś.
Po tańcu, zaczął cię całować bez opamiętania i później szleliście razem w łóżku. Oczywiście chodziło o łaskotki, ale to się później przerodziło w nagłe pragnienie siebie, więc przespaliście się ze sobą.
Obudziłaś się rano, a zielonooki przyniósł śniadanie do łóżka.
H: Ale mam wyszucie czasu. Miałem cię właśnie budzić piękna.
Ty: Dziękuję, przystojniaku.
Po śniadanku mile spędzaliście czas. Wieczorem Harry odprowadził cię do hotelu.
Szeptał ci do ucha.
H: Wiesz, że cię kocham?
Ty: No wiem, ja ciebie też.
H: Wczorajsza noc była wspaniała.
Ty: Wiem :3
H: To kiedy następny raz?
Ty: Nawet nie jesteś moim chłopakiem. Czuję się jak tania szmata.
H: [T.I] proszę kotku nie mów tak o sobie... Jutro przyjdę do ciebie z niespodzianką.
Ty: Dobrze skarbie.:*
Poczym oddalaliście się jeszcze do siebie machając.
Em i Endżi: Gdzie ty całą noc byłaś i z kim?
Ty: Z Harrym w hotelu byłam...
Em: O to się pewnie działo...
Ty: No oprócz tego, że piliśmy PICOLO to nic szczególnego.
sobota, 2 lutego 2013
Harry Part 1
Z Pozdrowieniami dla Viktorii, Em i Endżi. Z dedykiem dla Viktorii.
Poznaliście się na koncercie w Polsce. Przyjaciółka poprosiła swojego chłopaka, aby przyprowadził za kulisy Ciebie, Endżi i Em. Em zaczęła flirtować z Lou, Endżi zajęła się Niallerkiem, a ty podszedłaś nie pewnie do Stylesa.
H: Hey, chcesz autograf?
Ty: Nie... Przytul mnie, proszę.
Harry cię przytulił czułaś piękne męskie perfumy. Zabrał cię do busu i tam rozmawialiście.
Zaprzyjaźniłaś się z nim.
H: A kto jest twoim ulubieńcem z naszego zespołu?
Ty: Harry Styles.
H: Aha, czekaj przecież to ja!
Ty: Głupek.
Zaczęliście się ganiać po busie. Nagle Lokers złapał cię przewrócił i siadł na tobie.
Ty: Puszczaj zboczuchu!
H:Ale co ja robię? Siędzę tylko.
Ty: Złaź!
H: Musisz mi dać całusa.
Pocałowałaś go w policzek.
H: Nie tak! W usta.
Dałaś mu buziaka w usta, ale on się przykleił i całowaliście się namiętnie.
Po 10 minutach odessał się, aby zaczerpnąć powietrza.
Ty bez wachania wydostałaś się i uciekłaś, schowałaś się między siedzeniami.
Raptownie bus ruszył. Wyskoczyłaś z ukrycia i uciekłaś. Weszłaś do hotelu i wyjmowałaśklucze gdy z kieszeni wypadła ci karteczka.
" Jutro 12. Przy fontannie. Nie spóźnij się bo będzie kąpanko ;)."
Wyszykowałaś się i poszłaś pod wskazane miejsce. Na swoim zegarku była 11.59.
H: Spóźniłaś się!
Ty: Nie?
H: Tak jest 12.02
Podszedł do ciebie.
Ty: Nawet o tym nie myśl.
H: Ależ oczywiście, że tak. Viktorio czas na kąpiel.
Złapał cię i wrzucił cię do wody. Byłaś cała mokra.
Ty: Dupku! W co ja się teraz ubiorę?
H: Nago możesz być.
Ty: Zwariowałeś?!
Zaczęliście chlapać na siebie.
środa, 30 stycznia 2013
Zayn rozdział Piąty.(ostatni)
D: Zemdlała pani. Mam dla pani dobrą nowinę. Jest pani w ciąży.
J:Rzeczywiście dobra nowina. -.-
Wyszłam ze szpitala, chłopcy już na mnie czekali.
L: [t.i.] co się stało?
J: Później ci powiem, na osobności.
Gdy już byliśmy sami, opowiedziałam co się wydarzyło u mulata i co powiedział lekarz. Liam był wściekły.
Złapał śpiącego Bad Boy'a za kark.
J: Liam! Spokojnie, opanuj się. Nie jest tego wart.
Z: O co ci chodzi?! Chciałem to wytłumaczyć, rozumiesz?
J: Nie, wiesz za dużo mi zrobiłeś złego.
Oczywiście o ciąży wiedzieli chłopcy, prócz Zayna. Byli mocno zdenerwowani.
Mulat nie wytrzymał, podszedł do mnie, namiętnie pocałował, przepraszał na kolanach...
Z: Błagam cię wybacz mi!!! Ja to wyjaśnie!
J: to, mów...
Gdy zaczynał mówić, zerwałaś się poleciałać do toalety.Zwymiotowałaś.Powrót był trochę nie zręczny, bo chłopcy łapali palcami za moje palce i pytali czy wszystko w porządku.
Usiadłam na miejsce.
Z: A więc po tym jak wybiegłem od Hazzy, upiłem się. Przyszła do mnie Perrie i coś dosypała mi do drinka. Obudziłem się dokładnie jak dostałem od ciebie w twarz.Błagam wybacz mi... Nie zniosę dłużej patrzenia na ciebie bez dotyku, pocałunku i twojego głosu. A szczególnie tego, że nwm o co wam chodzi.
J: Dobrze Zayn wybaczę ci, ale pod warunkiem, że to był ostatni raz.
Z: Obiecuję. A teraz powiedz, co powiedział lekarz w szpitalu.
Dedyk dla Em, Viktorii i Endżi.
Po tych słowach nic nie powiedziałam, skierowałam wzrok na Hazzę, który akurat patrzył na tą sytuację. Mój chłopak [Zayn] złapał mój podbródek kierując go w swoją strone. Całował mnie. Przyssał się do mnie jak pijawka. Brakowało mu tego.
J: Zayn...Ja...Lekarz mi powiedział...
Z: No powiedz mi to wreszcie!
J: Zayn ja jestem w ciąży...
Rozpłakałam się. Zayn potrzedł do Harrego, złapał go za szyję, chciał go udusić.
J: Zayn co robisz idioto?!
Z: Zrobiłeś mojej dziewczynie dziecko? Nie daruje ci tego...
J: Debilu, ja jestem z tobą w ciąży!
Z: Co?!
J: Jestem z tobą w ciąży...
Puścił Harrego, loczek podbiegł do swojej torby po inhalator przeciw astmie.
Mulat zbliżył już usta lecz go odepchnełam.
J: Najpierw przeproś Harrego.
Chłopcy się przeprosili, zrobili zbiorowego miśka, gratulowali Zaynowi.
Dolecieliśmy do Polski.
Na koncercie, za kulisami zauważyłam, że w pierwszym rzędzie stoją moje trzy przyjaciółki. Poprosiłam więc Zayna, aby je przyprowadził.
Dziewczyny były w szoku. Opowiedziałam im wszystko, przedstawiłam chłopakom.
Od razu odeszły na bok. Em z Lou, Endżi z Niallem, a Viktoria z Harrym. Tydzień później brałam ślub. Za to Viktoria zbliżyła się bardzo z Hazzą.
Zayn Rozdział czwarty.
Z pozdrowieniami dla Endżi, Viktorii i Em- które zapewne czekają na next.
Zaczeliśmy się całować niczym para zakochanych.
Chłopcy mieli tydzień przerwy między trasą więc wróciliśmy do Londynu. Spałam z Zaynem. Pewnej nocy przespałam się z mulatem. Kilka dni później był na impezie i za dużo wypił. Wrócił do domu. Zaczął mnie obmacywać. Nie chciałam z nim tego robić. Był wulgarny. Uderzył mnie w policzek i stwierdził, iż Perrie była ode mnie lepsza.Wybiegłam z domu. Poszłam do Harrego.
Hazz znał mnie jak nikt inny. Zaprosił mnie do środka. Wyszłam na taras. Zapaliłam papierosa, później kolejnego. Harold zabrał mnie z tarasu. Opowiedziałam mu wszystko, był wściekły. Pościelił łóżko i położyłam się. Zasnęłam. Z samego rana obudziły mnie
czyjeś głosy. Nagle mulat wparował mi do pokoju. Zaczął przepraszać. Nie jestem pierwszą lepszą która łatwo wybacza.
Z: Błagam cię ja za dużo wypiłem.
J: Wyjdź stąd.
Z: Proszę cię daj mi szansę.
J: Powiedziałam WYJDŹ!
Zayn jak potulny baranek wyszedł z pokoju. Wyszłam z pokoju i udałam się do salonu. Siedział na kanapie z Harrym... Rozmawiali. Gdy Zayn mnie zobaczył chciał podejść, ale pokiwałam przecząco głową. Zdenerwowany wybiegł z domu.
Przyszedł dzień w którym mieliśmy lecieć do Polski na koncert. Wszyscy byli oprócz mulata. Wybrałam się z Harrym do domu Bad Boy'a, miałam zapasowe klucze. Nikogo nie było, lecz to co zobaczyłam w sypialni przeszło moje najlśmiejsze oczekiwania. Zayn spał nago ze swoją byłą. Zdenerwowana, wybiegłam z płaczem z domu. Loczek pobiegł za mną.
H: [t.i] proszę nie pal.
J: Bo co mi zrobisz. Całe życie mi się posypało.
Z willi wyszedł Zayn ze swą eks. Całował się z nią namiętnie.
Podbiegłam do niego. Uderzyłam go.
J: Perrie jest ode mnie lepsza, tak? To masz te swoje zasrane klucze i mnie więcej nie zobaczysz!
Z: Ale to nie tak, jak myślisz!
Znowu go uderzyłam. Tym razem poczułam się nie dobrze i zemdlałam. Przed upadkiem ochronił mnie Zayn.
Obudziłam się w szpitalu, lekarz był przy mnie.
J: Co się stało?
D: Zemdlała pani. Mam dla pani dobrą nowinę. Jest pani w ciąży.
J:Rzeczywiście dobra nowina. -.-
Zaczeliśmy się całować niczym para zakochanych.
Chłopcy mieli tydzień przerwy między trasą więc wróciliśmy do Londynu. Spałam z Zaynem. Pewnej nocy przespałam się z mulatem. Kilka dni później był na impezie i za dużo wypił. Wrócił do domu. Zaczął mnie obmacywać. Nie chciałam z nim tego robić. Był wulgarny. Uderzył mnie w policzek i stwierdził, iż Perrie była ode mnie lepsza.Wybiegłam z domu. Poszłam do Harrego.
Hazz znał mnie jak nikt inny. Zaprosił mnie do środka. Wyszłam na taras. Zapaliłam papierosa, później kolejnego. Harold zabrał mnie z tarasu. Opowiedziałam mu wszystko, był wściekły. Pościelił łóżko i położyłam się. Zasnęłam. Z samego rana obudziły mnie
czyjeś głosy. Nagle mulat wparował mi do pokoju. Zaczął przepraszać. Nie jestem pierwszą lepszą która łatwo wybacza.
Z: Błagam cię ja za dużo wypiłem.
J: Wyjdź stąd.
Z: Proszę cię daj mi szansę.
J: Powiedziałam WYJDŹ!
Zayn jak potulny baranek wyszedł z pokoju. Wyszłam z pokoju i udałam się do salonu. Siedział na kanapie z Harrym... Rozmawiali. Gdy Zayn mnie zobaczył chciał podejść, ale pokiwałam przecząco głową. Zdenerwowany wybiegł z domu.
Przyszedł dzień w którym mieliśmy lecieć do Polski na koncert. Wszyscy byli oprócz mulata. Wybrałam się z Harrym do domu Bad Boy'a, miałam zapasowe klucze. Nikogo nie było, lecz to co zobaczyłam w sypialni przeszło moje najlśmiejsze oczekiwania. Zayn spał nago ze swoją byłą. Zdenerwowana, wybiegłam z płaczem z domu. Loczek pobiegł za mną.
H: [t.i] proszę nie pal.
J: Bo co mi zrobisz. Całe życie mi się posypało.
Z willi wyszedł Zayn ze swą eks. Całował się z nią namiętnie.
Podbiegłam do niego. Uderzyłam go.
J: Perrie jest ode mnie lepsza, tak? To masz te swoje zasrane klucze i mnie więcej nie zobaczysz!
Z: Ale to nie tak, jak myślisz!
Znowu go uderzyłam. Tym razem poczułam się nie dobrze i zemdlałam. Przed upadkiem ochronił mnie Zayn.
Obudziłam się w szpitalu, lekarz był przy mnie.
J: Co się stało?
D: Zemdlała pani. Mam dla pani dobrą nowinę. Jest pani w ciąży.
J:Rzeczywiście dobra nowina. -.-
Zayn. Rozdział trzeci.
Ten rozdział dedykuję Kamili, Anieli i Wiktorii.
Po chwili Zayn wrócił zabrał kurtkę i wyszedł. Wszedł Lou z ubraniami, kazał to ubrać i wyjść z pokoju. Zrobiłam to co powiedział.
Zeszliśmy na śniadanie, przy stole nie było jedynie Zayna.
J: Wiecie może gdzie jest Zayn?
Liam: Wyszedł gdzieś.
H: Tyle to my wszyscy wiemy.
Po śniadaniu poszliśmy w piątkę do parku. Chłopcy powiedzieli, że zabiorą mnie w dalszą trasę koncertową. Nie wiedziałam co powiedzieć.SZOK.
Zayn wrócił późnym wieczorem do hotelu. My w tym czasie, zamieniliśmy 6 pokoi na jeden sześcioosobowy. Graliśmy akurat w butelkę, jak mulat wszedł do pokoju. Spojrzał na mnie i wszedł do łazienki. Akurat butelka wskazała mnie i wybrałam wyzwanie. Harry kazał mi wejść do łazienki gdzie był Zayn. Wycofać się nie mogłam. Weszłam, to co zobaczyło bardzo mnie zdziwiło. Zayn stał i patrzył się w lustro. Gdy mnie zobaczył, szybkim ruchem ulotnił się. Najwyraźniej mnie unikał. Pobiegłam za nim.
Dogoniłam go w parku, siedział na ławce i palił papierosa.
J: Zayn co cię ugryzło?
Z: Nic...
J: Przecież widzę. Chodzi o ten pocałunek rano?
Z: Rozstałem się z Pezz...
J: Tak mi przykro... Mogę coś dla ciebie zrobić?
Z: Nie idź już sobie...
J: Ale wrócisz do hotelu?
Z: Nie wiem.
Przed hotelem stali chłopcy. A ja paliłam idąc do tymczasowego "domu". Liam to zauważył. Chciał ze mną porozmawiać na osobności.
Liam: Wiesz co się stało?
J: Tak...Zayn zerwał z Perrie...
L: A wiesz, że to ma pewien sens?
J: Nie, Liam daj mi spokój idę do baru. Idziesz ze mną?
L: Dobrze.
W barze zamawiałam kieliszki wódki. W końcu Li mnie ogarnął i zaprowadził do pokoju. Zasnęłam odrazu. Rano obudziłam się, lecz nikogo nie było. Znalazłam kartkę z napisem: " W stołówce". Ubrałam się poszłam do jadalnii. Miałam niesamowitego kaca. Znalazłam ich. Tym razem był tam Zayn. Po śniadaniu mulat wybrał się ze mną do parku.
Z: Wiesz musiałem to wszyskto sobie poukładać. [t.i.] nie potrafię tak dłużej żyć. Będziesz moją dziewczyną?
J: Zayn, wiesz, że cię kocham. Oczywiście TAK.
Zaczeliśmy się całować niczym para zakochanych.
Po chwili Zayn wrócił zabrał kurtkę i wyszedł. Wszedł Lou z ubraniami, kazał to ubrać i wyjść z pokoju. Zrobiłam to co powiedział.
Zeszliśmy na śniadanie, przy stole nie było jedynie Zayna.
J: Wiecie może gdzie jest Zayn?
Liam: Wyszedł gdzieś.
H: Tyle to my wszyscy wiemy.
Po śniadaniu poszliśmy w piątkę do parku. Chłopcy powiedzieli, że zabiorą mnie w dalszą trasę koncertową. Nie wiedziałam co powiedzieć.SZOK.
Zayn wrócił późnym wieczorem do hotelu. My w tym czasie, zamieniliśmy 6 pokoi na jeden sześcioosobowy. Graliśmy akurat w butelkę, jak mulat wszedł do pokoju. Spojrzał na mnie i wszedł do łazienki. Akurat butelka wskazała mnie i wybrałam wyzwanie. Harry kazał mi wejść do łazienki gdzie był Zayn. Wycofać się nie mogłam. Weszłam, to co zobaczyło bardzo mnie zdziwiło. Zayn stał i patrzył się w lustro. Gdy mnie zobaczył, szybkim ruchem ulotnił się. Najwyraźniej mnie unikał. Pobiegłam za nim.
Dogoniłam go w parku, siedział na ławce i palił papierosa.
J: Zayn co cię ugryzło?
Z: Nic...
J: Przecież widzę. Chodzi o ten pocałunek rano?
Z: Rozstałem się z Pezz...
J: Tak mi przykro... Mogę coś dla ciebie zrobić?
Z: Nie idź już sobie...
J: Ale wrócisz do hotelu?
Z: Nie wiem.
Przed hotelem stali chłopcy. A ja paliłam idąc do tymczasowego "domu". Liam to zauważył. Chciał ze mną porozmawiać na osobności.
Liam: Wiesz co się stało?
J: Tak...Zayn zerwał z Perrie...
L: A wiesz, że to ma pewien sens?
J: Nie, Liam daj mi spokój idę do baru. Idziesz ze mną?
L: Dobrze.
W barze zamawiałam kieliszki wódki. W końcu Li mnie ogarnął i zaprowadził do pokoju. Zasnęłam odrazu. Rano obudziłam się, lecz nikogo nie było. Znalazłam kartkę z napisem: " W stołówce". Ubrałam się poszłam do jadalnii. Miałam niesamowitego kaca. Znalazłam ich. Tym razem był tam Zayn. Po śniadaniu mulat wybrał się ze mną do parku.
Z: Wiesz musiałem to wszyskto sobie poukładać. [t.i.] nie potrafię tak dłużej żyć. Będziesz moją dziewczyną?
J: Zayn, wiesz, że cię kocham. Oczywiście TAK.
Zaczeliśmy się całować niczym para zakochanych.
wtorek, 29 stycznia 2013
Zayn Rozdział drugi
Obudziłam się w ciepłym łóżku, ściany miały śliczny beżowy kolor, meble były ciemno szare. To nie był mój pokój. Wystraszona usiadłam na łóżku i rozejrzałam się po pomieszczeniu... Koło łóżka siedział sam Harry Styles. Byłam w szoku.
Ja: Co ja tu robię? Co ty tu robisz?
Harry: Spokojnie. Zostałaś pobita przez jakąś naszą fankę i jesteś z nami w pokoju hotelowym.
J: Dziękuję Ci za pomoc.
H: Nie ma za co. Zostaniemy przyjaciółmi?
J: Ok. To muszę opowiedzieć coś o sobie...
H: No raczej, nic o tobie nie wiem.
J: Mam na imię [t.i.] mieszkam w Polsce mam 18 lat.
H: Aha, jesteś naszą fanką?
J: Tak.
H: Kto jest twoim ulubieńcem? Szczerze!
J: No jak szczerze, to Zayn...
Po tym jak to powiedziałam poczułam motylki w brzuchu.
H: Zaczekaj tu, ok?
J: Spoko.
Harry wyszedł, ale za chwilę wrócił tyle, że z Zaynem. Zostawił nas sam na sam. Rozmowa się kleiła. Rozmawiałam z nim dobrą godzinę. Wiedziałam, że ma dziewczynę, dalej chodził z Perrie. Nagle nasze usta się złączyły, wirowało mi w głowie jak po papierosie. Tak palę, ale jak jestem zdenerwowana. Odwzajemniłam pocałunek. Do pokoju akurat wszedł Liam i naszedł na tą niezręczną sytuacje. Mulat poszedł powiedzieć coś Liamowi. Po chwili wrócił zabrał kurtkę i wyszedł.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





